Spotkanie z Jo Nesbø


Z PAMIĘTNIKA

WROCŁAW
23.04.2016r.

Spotkanie z Jo Nesbø - naszymi oczami.


PRAWDZIWA HISTORIA
___________________________________________________________________________________________________________

część 1

       Tyle miesięcy oczekiwania, przygotowywania się i pilnowania żeby wszystko było dopięte na przysłowiowy ostatni guzik. Książki do podpisu wybrane, prezent dla Jo Nesbø zapakowany. Cóż więc stoi na przeszkodzie? Pozostaje jedynie zarezerwować dwie wejściówki...

       Nikt się jednak nie spodziewa aż tak ogromnego zainteresowania spotkaniem z Jo Nesbø w Polsce oraz tego, że bilety rozejdą się w ciągu dosłownie kilku sekund niczym świeże bułeczki. Udaje nam się zdobyć tylko jedną wejściówkę. Pewnie teraz myślicie, że to AŻ jedna wejściówka. Przecież tak wiele osób by nam zazdrościło! Otóż, dla nas jest to TYLKO jedna wejściówka, gdyż jak wiecie są nas dwie, a nie wyobrażałyśmy sobie, żeby nie wejść tam razem.

Dlatego co robimy?

       Do ostatniej chwili dzielnie walczymy o drugi bilet. I gdy już prawie tracimy nadzieję pojawia się ostatnia szansa. Skupiamy wszystkie siły w jedną całość i wykorzystujemy ją w dwustu procentach! Uwierzcie, nic nie cieszy bardziej jak bilet zdobyty na kilka chwil przed spotkaniem, ale udało nam się! Jedziemy spotkać się z Jo Nesbø! Czego chcieć więcej od życia? Przecież już piękniej po prostu być nie może.


   A jednak... 


Dzień we Wrocławiu możemy zdecydowanie i w stu procentach nazwać najpiękniejszym dniem w naszym życiu.

___________________________________________________________________________________________________________
część 2
" [...] I nagle naszym oczom ukazuje się postać. Dojrzały mężczyzna, schowany za ciemnymi okularami i małym czarnym kapeluszem. Kogoś nam przypomina. W tym czasie jedna z nas wskazując tego mężczyznę mówi do drugiej: "Spójrz, ten facet po prawej jest łudząco podobny do... Hmm. Myślisz, że to..." 




       23 kwietnia, godzina około 3 w nocy. Ostatnie poprawki: prezent gotowy, wszystko zapakowane, bilety wydrukowane. Można spokojnie kłaść się spać. Jednak podekscytowanie jest tak ogromne, że z trudem zamykamy oczy, a za 4 godziny trzeba przecież wstać na pociąg!

       Wyspane czy nie, każda nawet najkrótsza myśl o tym co nas dzisiaj spotka i o tym kogo my dzisiaj zobaczymy dostarcza tyle niesamowitej i pozytywnej energii, że nie odczuwamy braku snu. Troszkę zestresowane tym czy dojedziemy na czas wyruszamy z PKP. Podróż trwa w nieskończoność. Przez ten cały czas w pociągu wymyślamy coraz to różne scenariusze. Co mu powiemy? Po angielsku czy po norwesku? Zdążymy po autograf? Czy sprostamy oczekiwaniom czytelników i czytelniczek naszego fanpage'a? 

       Czarne myśli zaczynają przebiegać przez nasze umysły.  Ale chwila! Nic nie ma przecież prawa popsuć nam tego dnia! Dlatego też zakładamy słuchawki na uszy i włączamy  jedną z naszych ulubionych piosenek Jo Nesbø:


                         Jo Nesbø  - Tenke Sjæl



       Ostatnia godzina mija nam tak szybko, jak szybko wypala się iskra z płonącego ogniska. Pociąg się spóźnia, a my zaczynamy się odrobinę niepokoić..


Nareszcie - Wrocław!


       Okej, do spotkania zostało 45 minut, a my? Biegamy jak oszalałe w poszukiwaniu... KWIACIARNI! Tak dokładnie, kwiaciarni, a to wszystko dlatego, że brakowało nam jednego małego elementu do prezentu. Pilnując czasu oraz tego, żeby się nie zgubić gdzieś w bocznych uliczkach, ostatecznie musimy zaprzestać poszukiwań i udać się do teatru. Niestety z tym pilnowaniem czasu troszkę nam nie wyszło i wychodząc z ostatniego sklepu ogrodniczego, jaki udało nam się znaleźć przy serdecznej pomocy przechodniów z Wrocławia, okazuje się, że zostało 10 minut! 

       Ile sił w nogach biegniemy do miejsca docelowego. Po drodze zastanawiamy się czy na pewno biegniemy w dobrym kierunku? Gdy nagle naszym oczom ukazuje się ten piękny obraz - Teatr Muzyczny Capitol. Teraz już wiemy, że jesteśmy we właściwym miejscu. Stajemy przed wejściem i uwierzcie nam, nie da się przeoczyć, że to właśnie tutaj przybędzie Jo Nesbø ! 

       Wchodzimy do środka rozglądamy się nie dowierzając, że to się dzieje naprawdę! I nagle naszym oczom ukazuje się postać. Dojrzały mężczyzna, schowany za ciemnymi okularami i pod małym czarnym kapeluszem. Kogoś nam przypomina. W tym czasie jedna z nas wskazując tego mężczyznę mówi do drugiej: "Spójrz, ten facet po prawej jest łudząco podobny do... Hmm. Myślisz, że to..."

___________________________________________________________________________________________________________

część 3

       " [...] "Spójrz, ten facet po prawej jest łudząco podobny do... 
Hmm. Myślisz, że to...""


       Zastanawiamy się. Podejść czy nie? A co jeśli go zdemaskujemy i więcej ludzi go rozpozna? Przecież nie chciałby tego teraz. Tego tłumu proszącego o zdjęcia i autografy. I tak się zastanawiałyśmy przez dłuższy czas, gdy ten mężczyzna odwrócił się, przeszedł obok wolontariuszy oraz ludzi, którzy tam pracowali i zniknął za bocznymi drzwiami. No trudno, jeszcze się zobaczymy, a przynajmniej nie było niepotrzebnego zamieszania. 

       Mamy jeszcze kilka minut, więc zanim pójdziemy skasować wejściówki chcemy się trochę rozejrzeć po holu. Wszędzie wiszą plakaty z wizerunkiem Jo. Przy samym wejściu znajduje się także stoisko z książkami do którego z przyśpieszonym pulsem podeszłyśmy. Co prawda, jak na fanki przystało, jesteśmy w posiadaniu wszystkich egzemplarzy, ale mimo to za każdym razem gdy widzimy jakąś książkę napisaną przez Jo najzwyczajniej w świecie świrujemy ! :) Równie miłym widokiem byli Ci wszyscy ludzie. Każdy z osobna podzielał naszą pasję. To niesamowite i napawa taką siłą! 

       No dobrze, powoli czas na nas, więc udajemy się do drzwi przy których wolontariusze sprawdzają wejściówki. Trochę zestresowane (prezentem) wchodzimy. Na szczęście nie zabronili nam go wnieść. Świetnie, jesteśmy o kolejny krok bliżej tego, że Jo Nesbø może otrzyma prezent, a w nim kolaż od was wszystkich. 

       Oddałyśmy kurtki. Zaraz po oddaniu powiedziałyśmy sobie żeby ich przypadkiem nie zapomnieć. Okej, ale co teraz? W którą stronę iść? Mnóstwo korytarzy, a tylko jeden z nich prowadzi do naszego celu, ale który wybrać? Zdecydowałyśmy się. Korytarz wybrany, idziemy! I... niestety, ślepa uliczka, zły korytarz. Już myślałyśmy, że mamy pecha (w końcu wybrałyśmy złą drogę, a spotkanie już za chwilę). 



Nic bardziej mylnego.


       Już chciałyśmy wychodzić, ale zdążyłyśmy tylko się odwrócić. W ten sam korytarz zaraz za nami wszedł mężczyzna. Miał ciemne okulary - mały, czarny kapelusz też.. Serce nam stanęło. Idealne miejsce, idealny moment. Decyzja była automatyczna: 



Podchodzimy!


       Lekko zestresowane zaczepiamy go. Zdecydowanie go zaskoczyłyśmy co świadczy o tym, że nie chciał zostać rozpoznany. Jednak zatrzymuje się. Cholerne okulary! Bez nich byłybyśmy na 100% pewne.. Dlatego wyduszamy z siebie słowa: 


"Czy to Pan... "


Taaak! Miałyśmy rację!


       Mariusz Bonaszewski, człowiek, który przeczytał wszystkie audiobooki Jo Nesbø po polsku, stoi przed nami we własnej osobie! 



Pan Mariusz był bardzo uprzejmy. Mimo, że się bardzo śpieszył na spotkanie, podczas którego jak zapewne wiecie siedział na scenie wraz z Jo Nesbø, znalazł dla nas kilka chwil. Wymieniliśmy kilka zdań po czym otrzymałyśmy autografy. 




Co do samego już spotkania- nikt nie jest w stanie tego opisać lepiej jak sam Jo. Także pozostawiamy was z nagraniem, które jest dostępne w sieci. Co prawda niedługo pojawi się post streszczający całe spotkanie, ale myślę, że dla was ważniejsze jest to czy Jo otrzymał kolaż. Odpowiedź brzmi:

                                       Tak!                                         

___________________________________________________________________________________________________________

część 4 (ostatnia)

       Spotkanie dobiega końca, niektórzy jeszcze przed czasem wychodzili z sali, żeby zająć szybko miejsce w kolejce po autografy. Każdy był świadomy jak wielu ludzi, którym niestety nie udało się zdobyć wejściówki, czeka już pod teatrem. 

       Jo Nesbø wstaje, dziękuje nam. Cała sala się podnosi. To był dosłownie moment jak wszyscy rzuciliśmy się do drzwi wyjściowych. Niektórzy spokojni, opanowani, inni zaś biegli ile sił nogach. My należałyśmy raczej do tej drugiej grupy, ponieważ organizator oznajmił, że na rozdawanie autografów jest przeznaczone około 1,5 godz. Mało jak na tak ogromną ilość ludzi! Bałyśmy się, że nie zdążymy dać prezentu.

       Udaje się nam wybiec  z teatru. Jak przypuszczałyśmy - kolejka wygląda jakby nie miała końca, a byłyśmy jedne z pierwszych wybiegających z sali. Ostatecznie, jak już wszyscy się ustawili oszacowałyśmy, że stoimy mniej więcej po środku. Okej, ale co z tego skoro po 30 minutach kolejka nie ruszyła się ani o centymetr! Z takim tempem nie ma szans żebyśmy zdążyły - nie mówiąc już o ludziach na końcu kolejki.. Nagle wyszli wolontariusze i oznajmili, że nie ma zbyt wiele czasu oraz, że Jo nie będzie pisał dedykacji w książkach. Niewiele to w sumie pomogło, więc ustalili, że każdy może dać do podpisania tylko jedną książkę i nie wolno robić zdjęć. Czyli dość rygorystycznie.. PODCHODZISZ - DAJESZ KSIĄŻKĘ - WYCHODZISZ. Innymi słowy: masz sekundę! 

       Stojąc w tej kolejce obmyślamy, jak to zrobić, żeby w ciągu tej sekundy otrzymać autografy, ale co najważniejsze: dać prezent.

Co do prezentu. Wiecie już, że na pewno w środku znalazł się kolaż od was wszystkich. Dodatkowo napisałyśmy dość spory list oraz wykonałyśmy słoik ozdobny pod tytułem "100 powodów dla których Cię kochamy" (napis był po norwesku). W słoiczku było 100 malutkich karteczek związanych materiałową wstążeczką. 

Dobra, wróćmy do kolejki. Po tych dwóch rygorystycznych zmianach kolejka zaczęła nabierać tempa i już po 25 minutach byłyśmy w budynku (kolejka wychodziła poza teatr). 

       Zajmujemy już 15 miejsce w kolejce. Mijają dosłownie sekundy, a przed nami zostaje już tylko jedna dziewczyna - dostaje autograf - odchodzi. Czas na nas! Zestresowane jak diabli podchodzimy. Kładziemy na stole książki i widzimy tę znudzoną minę. No tak, któremu 56 letniemu mężczyźnie chce się siedzieć tyle godzin i  podpisywać te same książki :D Doceńmy to ! Okej, ale do rzeczy. Nagle dostawiamy przed nim prezent i mówimy, że podczas spotkania powiedział, że uwielbia gdy jego czytelnicy po prostu mu dziękują, więc to (wskazując na prezent), jest nasze "Thank You!". Tutaj czas staje w miejscu. Albo to my nie słyszymy tego całego tłumu za nami, albo wszyscy dosłownie ucichli..


Tego szczerego uśmiechu i oczu, które w przypływie radości w ciągu ułamka sekundy zaczęły się świecić nie zapomnimy nigdy! 







Ani przez chwilę się nie zawahał powiedział "Ooooo jak miło a coo to ??" i od razu się podniósł. Czym prędzej włożył rękę do prezentu z zaciekawieniem co tam jest. Wyjęłyśmy do połowy kolaż i powiedziałyśmy mu, ze to plakat pełen zdjęć od was, od fanów z Polski na pamiątkę. Minimum 5 razy dziękował z najszerszym uśmiechem jaki może mieć człowiek. Dlatego przekazujemy wam gorące podziękowania od samego Jo Nesbø, który baaardzo ucieszył się z tej niespodzianki. Powiedziałyśmy mu, że wszystko jest opisane w liście. O prezencie, o was, o stronie i mnóstwo innych informacji. Jeszcze usłyszałyśmy siódme, ósme i dziewiąte "Dziękuję wam bardzo, to takie miłe!" "woow" oraz "Ale faaaaajnie" i zabrał się za podpisanie naszych książek, dziękując przy tym jeszcze kilka razy :D



To niesamowite, ale to Jo dziękował wam i nam więcej razy niż my wszyscy razem wzięci! Dlatego dziękuje wam Jo i dziękujemy my, że wzięliście udział w akcji! Byliście niesamowici, zdjęcia cudowne i na pewno mu się spodobały! :)

       Na sam koniec pokazałyśmy mu jeszcze naszą koszulkę z napisem " I love Harry Hole". Powiedział, ze świetna, wyrwał nam ją z rąk, położył sobie na stole pogładził dłońmi i wziął do ręki długopis. Razem stwierdziliśmy, ze to niezbyt odpowiedni przyrząd do podpisywania koszulki. Na szczęście kupiłyśmy uprzednio marker. Podałyśmy mu i podpisał na sercu! Po czym oddał nam koszulkę wraz z markerem. :) Tym prezentem zyskałyśmy cenny czas, i zamiast sekundy miałyśmy około trzech minut, 3 minuty to wieczność mogąc porozmawiać z takim geniuszem!! 

       Życzyłyśmy mu miłego dnia, podziękował - to już chyba piętnasty raz - i odeszłyśmy.. Okej, wybiegłyśmy jak oszalałe! Z radości latałyśmy dosłownie po chodniku. Śmiejąc się od ucha do ucha biegłyśmy na PKP, gdy dopiero w połowie drogi jedna z nas przypomniała sobie, że zostawiłyśmy kurtki w szatni.. Tak, tak.. Te kurtki, o których NIE miałyśmy zapomnieć, ale po takich wrażeniach nie mogło być inaczej! :)    


Bez was by się nie udało! 
Dziękujemy za każde zdjęcie. 
Na pewno wszystkie podobały się Jo, 
i za każdym razem jak zerknie na plakat pomyśli o tych wszystkich 
miłych chwilach w Polsce!




Dziękujemy, że wytrwaliście 
do ostatniej części i pozdrawiamy!



Jeśli macie pytania, piszcie śmiało!

Greetings! 


D&S


Wszelkie prawa do tekstu zastrzeżone. Prosimy o kontakt z nami przed kopiowaniem.